Losowanie ćwierćfinalu Ligi Mistrzów/ Kalendarz rozgrywek 2007/2008
Już jutro, o godzinie 13 czasu miejscowego, czyli prawdopodobnie o 12 czasu polskiego - w szwajcarskim Nyonie odbędzie się losowanie ćwierćfinałów, półfinałów, a zarazem finału Ligi Mistrzów. W losowaniu pod uwagę brane będą m.in. aż 4 czołowe drużyny z Anglii, Barcelona, Fenerbahce Stambuł, AS Roma i Schalke 04 Gelsenkirchen.
Po ... Czytaj dalej
Podsumowanie 1/8 finału Ligi Mistrzów - Roma - Real oraz Schalke - Porto
FC Porto - Schalke 04 Gelsenkirchen 0:1; 1:0 (k. 1:4)
Mecz, jak dla mnie, zakończył się niespodzianką - bo wygraną drużyny z Gelsenkirchen po rzutach karnych, w których bohaterem był Manuel Neuer, który za niedługo będzie obchodził 22 urodziny. Jego interwencje w serii jedenastek, a także w dwumeczu z Porto świadczą ... Czytaj dalej
Ankieta
Która z lig europejskich jest najlepsza?
Sezon
Chcesz poznać wyniki fazy grupowej lub pucharowej poprzedniego sezonu Ligi Mistrzów? Skorzystaj z poniższego narzędzia!
Partnerzy
- Cięcie layoutów
- Wzorki na paznokcie
- Hotspoty
- Rozkład jazdy PKP
- CV Wzory
- liga mistrzów
- Bukmacher
- Wyniki na żywo
- pneumatyka
- LM - Liga Mistrzów
- Manoel Francisco dos Santos - Garrincha
- Środa, 31. Stycznia 2007, 01:02
- Autor: Larry
Okiwał wszystkich obrońców rywali, bramkarza, stanął sam przed pustą bramką i... zawrócił. Ponownie okiwał stopera, bramkarza i... znów zawrócił. Za trzecim razem założył bramkarzowi klasyczną siatkę. Żart? Bajka? Wyobraźnia? Nie. Autentyczna historia. Spytany po meczu dlaczego za pierwszym razem nie strzelił gola, powiedział, że bramkarz nie chciał rozstawić nóg, a on chciał koniecznie strzelić bramkę w taki sposób, w jaki w końcu to zrobił. Bezczelny drybler, który na boisku kpił z rywali. Piłkarski Herman Maier, mijający na boisku obrońców, niczym chorągwie na stoku. Wirtuoz prawego skrzydła, nocny koszmar najlepszych lewych obrońców świata. Kto to taki?
Manoel Francisco dos Santos, czyli Garrincha, przyszedł na świat 28 września 1933 roku w Rio de Janeiro. Urodził się kaleką – jedną nogę miał krótszą od drugiej albo drugą dłuższą od pierwszej. Jak kto woli. W każdym razie różnica wynosiła 6 centymetrów. Manoel wyglądał przez to dość zabawnie, chociaż jemu akurat nie było do śmiechu. Pochodząc z biednej rodziny miał jeszcze pecha w postaci takiego kalectwa. Jego widok wiele osób doprowadzał do śmiechu, on jednak starał się nie zwracać na to uwagi i jak wielu małych Brazylijczyków od najmłodszych lat ganiał całymi dniami za piłką. Z biegiem czasu zauważył, że jego kalectwo może stać się w pewnym sensie zaletą, mianowicie do perfekcji opanował sztukę dryblingu. Dziś uważany jest za najlepszego dryblera wszechczasów, niektórzy twierdzą, że dzisiejsi najlepsi dryblerzy, z Quaresmą, Robbenem, czy Ronaldinho na czele, nie znają ułamka tych zwodów, którymi dysponował Garrincha.
Z błahego powodu, że różni trenerzy nie potrafili sobie wyobrazić, że taka kaleka może potrafić dobrze grać w piłkę, Manoel bardzo długo nie potrafił znaleźć sobie klubu. Dlatego poważną karierę rozpoczął dopiero w wieku 20 lat. Polecony przez jednego z zawodników trenerowi Botafogo, przyszedł na trening, żeby pokazać co potrafi. Opiekun zespołu na widok kaleki wybuchnął ponoć smiechem, tak samo jak najlepszy obrońca drużyny, Nilton Santos. Ten ostatni był jednym z najlepszych defensorów Brazylii lat 50. i 60., pojechał z reprezentacją swojego kraju na 3 Mundiale, z czego dwa z nich wygrał, był Mistrzem Świata. Pele umieścił go w 2004 roku na liście 125 najlepszych żyjących piłkarzy w historii futbolu. Można więc sobie wyobrazić, w jak ogromne osłupienie Garrincha wprawił trenera i wszystkich wokół, gdy ze spokojem minął owego mistrza defensywy. Nie od razu stał się jednak podstawowym zawodnikiem – mimo hat-tricka strzelonego w swoim pierwszym meczu dla nowego klubu, nie cieszył się zaufaniem trenera. Wprawdzie nawet ślepy by zauważył, że był to zawodnik o niezmierzonym talencie, jednak będąc na boisku często kpił z rywali, ogrywając ich po kilka razy w jednej akcji, a gdy dochodził do 100-procentowej sytuacji strzeleckiej, często zawracał z piłką, żeby jeszcze raz ośmieszyć przeciwników. Botafogo zmieniało jednak trenerów i byli tacy, którzy rozpoczynali ustalanie składu od Garrinchy – dzięki temu zawodnik zaliczył w tym klubie niewiarygodne 581 spotkań, w których strzelił 232 bramki.
Skupiając się na jego osiągnięciach, to zdobył tylko jedno mistrzostwo Brazylii z Botafogo. Dużo okazalej prezentuje się jego dorobek w reprezentacji. Wziął udział w trzech mundialach. W 1958 zasłynął dwoma asystami w wygranym 2:1 finałowym meczu ze Szwedami. Mistrzostwa Świata 1962 to popis Garrinchy – nie było brazylijskiej akcji w tym turnieju, żeby Garrincha w niej nie uczestniczył. Zaliczał nie tylko asysty – strzelał bramki głową, nogami, z daleka, z bliska. W akcjach ogrywał oczywiście bezczelnie wszystkich obrońców, niektórych po kilka razy, mecze o wysoką stawkę ani trochę go nie paraliżowały. W finale się jednak nie wykazał, miał gorączkę, był chory, ale i bez niego Brazylia zdobyła Mistrzostwo. Co ciekawe, Brazylia z Garrinchą w składzie przegrała tylko jeden mecz, a rozegrała ich 50. W wielu meczach grał z Pele. Ktoś powiedział kiedyś: „Pele był maszyną, Garrincha – artystą”. Sam Pele natomiast mawiał, że nigdy nie zdobyłby tego, co zdobył, gdyby nie Manoel. Jego znakiem firmowym była umiejętność obrócenia się z piłką o 360 stopni w pełnym biegu.
Poza historią opisaną na początku tego periodyku, z Manoelem wiąże się jeszcze kilka innych. Jedną z bardziej znanych jest sytuacja z meczu z ZSRR, kiedy Garrincha tak zamotał obrońcę przeciwników dryblingiem, że ów się przewrócił. Co zrobił reprezentant Brazylii? Zawrócił, podał rękę defensorowi, pomagając mu wstać, po czym... okiwał go ponownie i pomknął w kierunku bramki. Czy ktoś sobie wyobraża podobna sytuację w dzisiejszych czasach? Czy wyobraża ktoś sobie, żeby nawet Ronaldinho wykręcił taki numer, dajmy na to, Cannavaro? Ja nie.
Niestety, historia zawodnika ma także drugie dno. Poza tym, że był on doskonałym piłkarzem, był także pijakiem. Zapewne z powodu ubóstwa w dzieciństwie, kiedy zarobił trochę pieniędzy, nie mógł się opanować różnym pokusom. Po Mistrzostwach Świata w Anglii w 1966 roku, przeszedł do Corinthians. Tam jednak zupełnie się rozpił, przytył, przestał trenować i jego wielka kariera dobiegła końca.
Postanowił jednak wrócić. Okazało się, że ma dość silnej woli, by zacząć ciężkie treningi, w domu i z klubem, z Flamengo, po kilka razy dziennie. Zrzucił ponad 10 kilo. I wrócił. Na jego pierwszy mecz po długiej nieobecności przybyła niezliczona ilość kibiców, stadion dosłownie pękał w szwach. Gdy zawodnik wybiegał z tunelu, na trybunach była trudna do opisania wrzawa. Rozpoczął się mecz, Garrincha dostał piłkę na prawe skrzydło i stanął naprzeciwko obrońcy, w swojej charakterystycznej, skrzywionej pozie. Wśród kibiców zapanowała grobowa cisza, jakby ktoś pozaklejał wszystkim usta, jakby wszyscy przestali oddychać. A Garrincha ze spokojem minął obrońcę swoim najbardziej znanym zwodem. Na trybunach ekstaza, jęk ogromnego zachwytu wydany przez kibiców słyszalny był ponoć w całym mieście. W blokach na pobliskim osiedlu szyby drżały w oknach. Po latach jeden z kibiców wspominał, że był to najgłośniejszy okrzyk jaki kiedykolwiek słyszał.
Chciałbym, myślę, że nie tylko ja, zobaczyć kiedyś Garrinchę na żywo.
Emblem of Champions League reserved by UEFA.



